EN → DE → PL 
↓ scroll down / nach unten scrollen / przewiń niżej
 

 

Timber floating on rivers

When timber floating is mentioned, most of Czech people imagine the romantic image of raftsmen on the Vltava River. However, in the mountains, where narrow and shallow stream beds full of stones and bends made it impossible to tie logs into rafts, the method known as Holzschwemmen was used – that is, floating logs (log driving) or split timber individually. For landowners, this was the cheapest form of transport, as timber floating was part of corvée obligations. In the Jeseníky Mountains, it continued until the second half of the 19th century.

Sending timber down a river may seem like an easy task – in reality, it was anything but. Woodcutters first had to walk the entire watercourse and prepare it properly, clearing it of branches and other obstructions. A sufficient volume of water was also crucial. For this purpose, so-called splash dam were built in the upper reaches; once filled, they were released to create a surge of water. In the Jeseníky Mountains, they were most often constructed from wood and were located, among other places, on the upper course of the Bělá River and on all three branches of the Opava. The floating timber, carried by the mass of water, was usually accompanied by men with long wooden poles fitted with iron hooks, used to free jammed logs and pull them ashore. At the points where the timber was to be removed from the water stood simple retaining systems made of tall stakes driven into the riverbed.

Watching the rushing water carry away thousands of fathoms of timber with a roaring thunder was, according to witnesses, an incredibly powerful experience. It is therefore no surprise that even after water transport was completely replaced by draught horses and sledges at the end of the 19th century, local men remembered timber floating on wild mountain streams for the rest of their lives.

 


Holzschwemmen auf Flüssen

Wenn man von Holztransport auf dem Wasser spricht, denken die meisten von uns an das romantische Bild der Moldauflößer. In den Bergen jedoch, wo enge und flache Bachbetten voller Steine und Windungen das Binden von Flößen nicht ermöglichten, wurde das sogenannte Holzschwemmen angewendet, also das Schwemmen von Scheiten oder gespaltenem Holz. Für die Grundbesitzer war dies die günstigste Transportmethode, da das Schwemmen zu den Frondiensten gehörte. Im Altvatergebirge hielt sich diese Praxis bis in die zweite Hälfte des 19. Jahrhunderts.

Holz einfach ins Wasser zu geben, mag einfach erscheinen – tatsächlich war es das Gegenteil. Die Holzfäller mussten zunächst den gesamten Wasserlauf begehen und entsprechend vorbereiten, unter anderem von Ästen und anderen Hindernissen befreien. Entscheidend war auch die Wassermenge. Zu diesem Zweck wurden an den Oberläufen sogenannte Klausen errichtet – Stauanlagen mit Dämmen, die nach dem Auffüllen gezielt abgelassen wurden. Im Altvatergebirge bestanden sie meist aus Holz; sie befanden sich unter anderem am Oberlauf der Bělá (Biela) sowie an allen drei Quellflüssen der Opava (Oppa). Das geschwemmte Holz wurde meist von Männern begleitet, die lange Holzstangen mit eisernen Haken verwendeten, um verkeilte Stämme zu lösen und an das Ufer zu ziehen. An den Stellen, an denen das Holz aus dem Wasser entnommen werden sollte, befanden sich sogenannte Rechen, einfache Sperranlagen aus in den Flussboden gerammten Pfählen.

Zu beobachten, wie das wilde Wasser unter lautem Getöse tausende Klafter Holz mit sich riss, war nach Aussagen von Zeitzeugen ein außerordentlich eindrucksvolles Erlebnis. Kein Wunder also, dass, obwohl das Wasser gegen Ende des 19. Jahrhunderts vollständig durch Zugpferde und Schlitten ersetzt wurde, sich die Männer der Region bis an ihr Lebensende an das Schwemmen auf wilden Gebirgsbächen erinnerten.

 


Spławianie drewna rzekami

Gdy mówimy o spławianiu drewna, większości z nas przychodzi na myśl romantyczny obraz flisaków na Wełtawie. Jednak w górach, gdzie wąskie i płytkie koryta potoków pełne kamieni i zakoli nie pozwalały na wiązanie tratw, stosowano tzw. Holzschwemmen, czyli spławianie polan lub szczap drewna. Dla właścicieli gruntów była to najtańsza metoda transportu drewna, ponieważ spław należał do obowiązków pańszczyźnianych. W Jesionikach utrzymał się on do drugiej połowy XIX wieku.

Wysłanie drewna z nurtem rzeki może wydawać się łatwym zadaniem – w rzeczywistości było wręcz przeciwnie. Drwale musieli najpierw przejść cały ciek wodny i odpowiednio go przygotować, między innymi oczyścić z gałęzi i innych przeszkód. Kluczowe było także zapewnienie odpowiedniej ilości wody. W tym celu na górnych odcinkach rzek budowano tzw. klauzy, czyli zbiorniki z zaporą, które po napełnieniu były gwałtownie opróżniane. W Jesionikach najczęściej wykonywano je z drewna; znajdowały się między innymi na górnym biegu rzeki Biała oraz na wszystkich trzech Opawach. Spławiane drewno, niesione masą wody, zwykle towarzyszyli mężczyźni z długimi drewnianymi drągami zakończonymi żelaznymi hakami, które służyły do odblokowywania zaklinowanych polan i wyciągania ich na brzeg. W miejscu, gdzie drewno miało zostać zatrzymane, znajdowały się tzw. czesła, prosty system zatrzymujący złożony z wysokich pali wbitych w dno rzeki.

Obserwowanie, jak rwąca woda z ogłuszającym hukiem unosi tysiące sążni drewna, było według świadków niezwykle silnym przeżyciem. Nic więc dziwnego, że choć pod koniec XIX wieku wodę całkowicie zastąpiły konie pociągowe i sanie, miejscowi mężczyźni wspominali spławianie po dzikich górskich potokach przez całe życie.